Przejście z III do IV RP polega m.in. na wymazaniu kilku zasad: - deklaracji, że Polska jest demokratycznym państwem prawnym; - sformułowania, że władze publiczne zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych; - zapisu, że nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
A co się pojawiło? Prezydent przestał być częścią władzy wykonawczej, a stał się kimś w rodzaju "ojca narodu". Wybierany w wyborach powszechnych ma otwartą drogę do rządzenia za pomocą referendum. Może bowiem rozpisać plebiscyt w sprawie proponowanego przez siebie projektu ustawy, a jeśli naród powie tak, Sejm musi - pod groźbą rozwiązania - taką ustawę przyjąć.
Prezydent byłby przewodniczącym rady sądownictwa oraz zwierzchnikiem Służby Cywilnej. Wojnę o krzesło - czyli kto ma reprezentować Polskę na szczytach Unii - projekt rozstrzyga tak, że prezydent może jechać na dowolny szczyt, wskazuje też, kto z rządu ma mu towarzyszyć.
Prezydent może nie powołać premiera lub ministra, jeśli jest "uzasadnione podejrzenie, że nie będzie przestrzegać prawa albo jeżeli przeciwko powołaniu przemawiają ważne względy bezpieczeństwa państwa". Pozycja premiera rośnie, ale tylko w ramach rządu - może wydawać ministrom wiążące wytyczne. Sejm liczy 360 posłów, a Senat - 50 senatorów. Sejm traci możliwość odwołania ministra.
Projekt pisała partia konserwatywna, konstytucja zaczyna się więc od invocatio dei: "W imię Boga Wszechmogącego!".
Rota przysięgi prezydenckiej - a także tej składanej przez premiera, ministrów i parlamentarzystów - kończy się słowami: "Tak mi dopomóż Bóg". Projekt zezwala na odstąpienie od tej formuły. To odwrotnie niż w obecnej konstytucji, która pozwala dodać: "Tak mi dopomóż Bóg".
W projekcie jest ochrona życia "od poczęcia do naturalnej śmierci".
PiS chce dać prawo "ochrony obecności symboli i pamiątek kulturalnych i religijnych istniejących w sferze publicznej", co jest następstwem wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie krzyża we włoskiej szkole.
PiS przesądza, że małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety. Zabezpiecza się przed możliwością uznawania przez Polskę związków zawartych w innych państwach: "Władze publiczne nie regulują spraw par niemałżeńskich ani nie prowadzą ich ewidencji".
To coś spłodziła druga siła w parlamencie - niestety dość ideowo bliska swoim niedawnym kolegom z AWS czyli obecnie PO - czas się bać?