Bo Bóg jest Facetem
Już słyszę, że kobiety w Kościele sprawdzają się w innych rolach. A więc realizują się jako pobożne katoliczki, gdy wychowują dzieci, spełniają się jako istoty ludzkie, gdy dbają o domowe ognisko, odsłaniają swą społeczną wrażliwość, kiedy angażują się w prace charytatywne. Tyle że - opowiadając się za "promocją kobiet" - nikt przy zdrowych zmysłach nie odbiera im prawa do bycia dobrymi matkami, żonami czy obywatelkami. To byłby absurd.
Zawsze mnie strasznie irytowało w KK, że kobita została sprowadzona do roli przybocznej, jakiejś takiej sprzątająco-służalczej wobec mężczyzny. Dziwi mnie, że kobiety tak chętnie garną się do instytucji, która traktuje je gorzej niż mężczyzn i życie nienarodzone (zarodki). Cieszy fakt, że coraz częściej temat ten ostatnio jest poruszany w prasie i jakiś ferment się dzieje.
Z drugiej strony jest coś nienaturalnego w mężczyźnie, który odrzuca dobrowolnie seks w imię obcowania z drugim mężczyzną ukrzyżowanym dla zbawienia. BSDM jakieś takie. W sumie więc nie powinno się oczekiwać po instytucji zarządzanej przez takich zdziwaczałych staruszków, zrozumienia dla potrzeb innych ludzi, a już szczególnie płci przeciwnej. Wystarczy na ten temat poczytać teksty tak zwanych "Ojców Kościoła".