Tolerancja według katolików

Radio Maryja ma swój serwis informacyjny, w którym znaleźć można taki oto artykulik.
Dotyczy on sprawy jednego wyborcy, który poprosił na czas swojego głosowania o zdjęcie krzyża ze ściany.

Ale mniejsza o większość. Najfajniejsza jest dla mnie definicja tolerancji jaką możemy znaleźć w tym, jakże pociesznym, artykule.
Otóż, wedle niejakiego Stanisława Kalemby z PSL

(...) ludzie niewłaściwie rozumieją zasadę tolerancji, która nie oznacza wcale usuwania znaków religijnych, ale ich tolerowanie.

Skoro tak, panie pośle, to poproszę o powieszenie gwiazdy Dawida,  krzyża prawosławnego (czy jak on tam się nazywa, ten z podpórką pod nogi :P ) w sejmie, innych instytucjach państwowych czy szkołach. Tolerujmy wszystkie znaki religijne!
Tu właśnie wychodzi głupota i bezmyślność katolików w definiowaniu reguł dla pewnych wyrażeń i zachowań społecznych. Jak sądzę pojęcie brzytwy Ockhama jest im obce. Co by mnie wcale nie zdziwiło...

Młodzi katolicy przeciw lateksowi

Młody chciał jeść. Przygotowałem więc butelkę, nakręciłem na nią smoczek. I podałem mu. Pierwszy odruch był właściwy. Pociągnął, raz drugi. Potem spróbował chwycić smoczek, tak jak chwyta się pierś mamy. A gdy zrozumiał, że to guma, to na jego twarzy pojawił się wyraz absolutnego obrzydzenia. Nie zdziwienia, nie zaskoczenia, nawet nie rozpaczy, tylko pełnego obrzydzenia. - Gumę mi dajecie. A gdzie pierś - zdawały się mówić jego oczy.

Nie śmieje się z Terlikowskiego - Śmieje się z nim :) Od dawna uwarzam, że pan Terlikowski i Pani Najnfeld to jeden z najzabawniejszych kabaretów w Polsce - tylko jakoś przez publiczność po za studiem Pospieszalskiego - tacy niedocenieni.

p.s. Tytuł zachowałem w oryginale.