Krzyż symbolem najwyższych wartości... Bla, bla, bla.

Nigdy nie zrozumiem jak bardzo trzeba być cynicznym, żeby mówić coś takiego ludziom:

Od wieków krzyż stał się również symbolem najwyższych wartości ludzkiego życia, takich jak miłość i gotowość do ofiary, do uczynienia z życia daru dla innych, nie może być więc marginalizowany
 
Albo inaczej. Jak bardzo trzeba być zaślepionym, żeby tego słuchać i nie widzieć, że to zwykłe czarowanie rzeczywistości. Dziwię się, że dzisiaj, po tych wszystkich idiotycznych zachowaniach garstki "obrońców krzyża", ich bezprzykładnej agresji wobec legalnie wybranego rządu i prezydenta, wobec tych, którzy nie popierają ich wizji świat, można mówić o krzyżu w kontekście jakiś wartości...

Katoliku drogi, pamiętaj, że jesteś katolikiem tylko dlatego, że urodziłeś się w Polsce a nie w Turcji na przykład... Twoja religia jest tyle warta co dowolna bajka czy mitologia opowiadana w danym regionie świata. Wcale nie jest wszech obowiązująca, nawet w - podobno zajebiście katolickiej - Europie.


Więcej tutaj.

Tolerancja według katolików

Radio Maryja ma swój serwis informacyjny, w którym znaleźć można taki oto artykulik.
Dotyczy on sprawy jednego wyborcy, który poprosił na czas swojego głosowania o zdjęcie krzyża ze ściany.

Ale mniejsza o większość. Najfajniejsza jest dla mnie definicja tolerancji jaką możemy znaleźć w tym, jakże pociesznym, artykule.
Otóż, wedle niejakiego Stanisława Kalemby z PSL

(...) ludzie niewłaściwie rozumieją zasadę tolerancji, która nie oznacza wcale usuwania znaków religijnych, ale ich tolerowanie.

Skoro tak, panie pośle, to poproszę o powieszenie gwiazdy Dawida,  krzyża prawosławnego (czy jak on tam się nazywa, ten z podpórką pod nogi :P ) w sejmie, innych instytucjach państwowych czy szkołach. Tolerujmy wszystkie znaki religijne!
Tu właśnie wychodzi głupota i bezmyślność katolików w definiowaniu reguł dla pewnych wyrażeń i zachowań społecznych. Jak sądzę pojęcie brzytwy Ockhama jest im obce. Co by mnie wcale nie zdziwiło...

W którą stronę miesza Kościół?

Kolejny dość ciekawy artykuł w Wyborczej.

Przewodniczący Episkopatu nie życzy narodowi rozkładu, dlatego chce, by Radio Maryja było wspierane "nie tylko przez ludzi dobrej woli, ale także przez państwo".

To może się udać, w końcu "zbliżają się wybory parlamentarne, trzeba pamiętać, że zawsze w takich sytuacjach czynimy krok do przodu lub do tyłu. To nieprawda, że w morzu bezprawia prawodawczego nie można znaleźć ludzi, by uchwalić takie rozwiązania legislacyjne, które nie tylko mają za cel powstrzymać zło, ale i wychowywać Naród do właściwych wyborów".

Bp Adam Lepa też jest za wychowywaniem narodu. "Mieszanie się Kościoła do polityki jest mitem pochodzącym z arsenału propagandy bolszewickiej. Jest rzeczą zrozumiałą, że wpływami ewangelizacji Kościół powinien obejmować także świat polityki" - pisze.


Wszystkie te mądrości są efektem kolejnej radiomaryjnej pielgrzymki gdzieś tam. Nie ma to jak obalanie mitów. Kościół musi się do polityki mieszać, bo przecież nie może zmienić wszystkiego na obraz i podobieństwo swoje. Dopiero wtedy jego święta praca zostanie zakończona. Obawiam się tylko, że KRK nigdy nie nachapie się wystarczająco dużo władzy i kasy, żeby powiedzieć sobie "Dość." Pierwotna mentalność bycia lepszym od wszystkich zawsze będzie wyłaziła i poszukiwała tych "gorszych" do ukarania. Nigdy nie będzie tak, żeby każdy katolik był dość godny, żeby go jeszcze mocniej nie przycisnąć.

No zobaczymy co oni tam wymyślą w nadchodzącej przyszłości. Coraz mocniej korci mnie żeby sobie jednak wyrobić paszport....

Prawdziwa twarz Kościoła - jaka jest?

Moim zdaniem bardzo ciekawy wywiad z prof. Krzysztofem Podemskim w Wyborczej.

Kilka moim zdaniem ciekawszych cytatów:

Sprawa abp. Paetza dotyczy kwestii szczególnie dla Kościoła ważnych: celibatu i seksualności. Poza tym Kościół przewodzi antyhomoseksualnej panice moralnej. Dlatego do zarzutu, jaki postawiono abp. Paetzowi, tak trudno się Kościołowi przyznać. Wykorzystywanie seksualne to grzech najcięższego kalibru. Milczenie hierarchów prowadzi do polaryzacji wiernych. Niemała część ludzi uważa, że zarzuty są wyssane z palca. To często ludzie mniej wykształceni, starsi, wychowani tradycyjnie. Ale z drugiej strony wielu wiernych wierzy w winę abp. Paetza i nie rozumie reakcji Watykanu.

i dalej:

- Jeżeli przyjmiemy, że ktoś prowadził podwójne życie przez tyle lat, wykorzystywał urząd do molestowania kleryków i księży, jeśli ktoś był po prostu seksoholikiem, który nie potrafił powstrzymać się nawet w sytuacjach publicznych, to jego obecne zachowanie nie powinno dziwić. Jeżeli oskarżenia są prawdziwe, to mamy do czynienia z człowiekiem głęboko zdemoralizowanym, bez poczucia wstydu.

Ksiądz Tomasz Węcławski - pierwsza osoba, która wystąpiła przeciwko arcybiskupowi, nagłaśniając sprawę - po siedmiu latach od tego wydarzenia wystąpił z Kościoła katolickiego, związał się z kobietą, zmienił nazwisko. Ten przykład zapewne eksponuje w Watykanie abp Paetz, zabiegając o cofnięcie mu zakazów.

- Prof. Węcławski to postać wielka, ale i tragiczna. Wybitny teolog, odważny człowiek, który walczył o przyzwoitość w Kościele i został z tego Kościoła wypchnięty. Prof. Węcławski niechcąco odkrył prawdziwą twarz Kościoła. Prawdopodobnie to doprowadziło do porzucenia stanu duchownego, a w końcu do apostazji.


Z całej rozmowy wyłania się pewien specyficzny obraz KRK jako instytucji, która chowa się za murem milczenia, bo doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że taki mur najdłużej się utrzyma. Natomiast wszelkie próby otwartego i sprawiedliwego załatwienia tego problemu mogą tylko i wyłącznie pogorszyć stan KRK w świadomości opinii publicznej. Owszem, otoczenie się murem milczenia niczego tak naprawdę nie zmieni, ale dzięki temu unika się trudnych decyzji, a taki mur wytrzyma więcej niźli wyjście z otwartą przyłbicą w tłum ludzi, domagających się sprawiedliwości. Jako instytucję biznesową doskonale rozumiem KRK. Niestety KRK przypisuje sobie prawo do rozstrzygania sporów moralnych najwyższego kalibru, a tu okazuje się, że zbudowany jest z ludzi pełnych słabości i namiętności, takich samych jak "owieczki", które paść powinni.

W dalszej części wywiadu prof. Podemski twierdzi, że na dłuższą metę taktyka chowania głowy w piasek nie będzie skuteczna. Śmiem się nie zgodzić z panem profesorem, bo należałoby najpierw zdefiniować o jak długą "metę" chodzi. Raczej jeszcze za życia naszych dzieci a może i wnuków nie zmieni się to diametralnie. Owszem, będzie inaczej, ale nie będą to prawdziwe zmiany. KRK jest zbyt skostniały, i jeszcze długa droga przed nim, żeby faktycznie zaczął być instytucją wsparcia publicznego. Nooo, chyba, że znowu będzie jakiś komunizm czy inna franca, która zmusi ludzi do bycia w opozycji i skierowania się w stronę Kościoła. Ale to nadal nie będzie to samo o co postuluje profesor.

I jeszcze jeden przykład ludzkiej twarzy boskiego dziedzictwa:

Czy sprawa abp. Paetza czegoś Kościół nauczyła?

- Mam wrażenie, że nie. Kościół nadal reaguje tak samo. Przykłady molestowania dzieci - np. przez proboszcza z Tylawy czy księdza ze Szczecina - pokazują, że najpierw Kościół milczy, potem odpiera wszystkie zarzuty i atakuje tych, którzy je stawiają. Wreszcie hierarchowie załatwiają sprawy po cichu, na przykład przenosząc podejrzanego do innej parafii.


i konkluzja:

Przebieg afery abp. Paetza pokazuje, że Kościół wcale nie jest instytucją nie z tej ziemi, ale że podlega takim samym zasadom, w tym patologiom, jak inne instytucje autokratyczne i hierarchiczne. Błąd tkwi chyba w konstrukcji tej hierarchicznej instytucji, która ułatwia odrzucenie oskarżeń i unikanie spraw niewygodnych.
(...)
Demokratyzacja Kościoła, dopuszczenie wiernych do współudziału, jest niezbędna. Skutki afery Paetza Kościół będzie być może odczuwał przez długie lata. Warto zwrócić uwagę na kilka liczb. Według oficjalnych danych Kościoła katolickiego liczba osób chodzących do kościołów spada. Nigdy się nie dowiemy, ilu Polaków przestało chodzić do kościoła dlatego, że wolą wybrać się niedzielę do centrum handlowego, a ilu z powodu Radia Maryja albo właśnie ze względu na sprawę abp. Paetza.

Pod którą podpisuję się obiema rękami.

Przegrała Polska Proboszczów [video]

Janusz Palikot jeśli tylko nie błaznuje w tv, ma kilka ciekawych rzeczy do powiedzenia - nie pomyśli PO do końca. Ja sam uważam, że jego skrzydło jest zbyt zmarginalizowane w PO kosztem Gowinów i innych talibów..., może PO nauczone tymi wyborami zrozumie, że nie warto inwestować w sojusz z kościołem? Który i tak nigdy nie będzie stawiał na modernizacje naszego kraju, bo nie jest to w jego interesie. 


Znowu zamach na wolność Kościoła?

Przyzwyczailiśmy się już chyba wszyscy do tego, że KK jest łasy na kasę. Oto kolejny przykład tego, jak bardzo namiestnicy boży na ziemi hołdują niegodnej przecież miłości dóbr doczesnych.

Nieruchomość, w której mieści się VIII LO, Kościół odzyskał po wyroku sądu jesienią 2008 r. Kilka miesięcy później kuria zaproponowała miastu zaporowo wysoki czynsz, stukrotnie wyższy od tego, jaki miasto pobiera od szkół katolickich, np. za budynek gimnazjum katolickiego przy ul. Kanclerskiej archidiecezja płaci rocznie 12,5 tys. zł.

Jak widać z powyższego KK ceni się ponad 100x bardziej niż szary zjadacz chleba. No cóż, bycie namiestnikiem bożym jak się okazuje może podlegać jednak każe doczesnej.

- Jest normalne, że właściciel nieruchomości chce z niej korzystać, uzyskiwać profity, także kuria ma obowiązek dbać o swoje interesy, co wynika z prawa kanonicznego. Tylko dlaczego robiła to w ukryciu? - pytał wczoraj sędzia Janusz Jezierski. - Czemu zataiła stawki czynszu za najem VIII LO? Czemu nie powiadomiła o tym wiernych? Musiały zrobić to media, choć ludzie woleliby się dowiedzieć tego z pierwszej ręki. Pozwany działał w uzasadnionym interesie społecznym, korzystając z konstytucyjnej gwarancji wolności prasy. A uzasadniona krytyka działania powoda nie może być uznana za bezprawną - mówił sędzia Jezierski. I oddalił pozew w całości.

Oczywiście odwołają się, bo jak to może być, żeby ludzki sąd "atakował" zbożne dzieło krzewienia moralności wśród głupich ludzi...?

Były duchowny o problemie pedofilii wśród księży.

Owszem, Kościół przedstawia sam siebie jako rzeczywistość z innego porządku i dlatego nieporównywalną z innymi instytucjami społecznymi czy politycznymi. To jednak spojrzenie wewnętrzne – ci, którzy je podzielają, powiedzą, że jest ono skutkiem „wiary”, zaś ci, którzy nie, że to skutek konstytutywnego dla wspólnoty religijnej fantazmatu: czyli pozostającego poza wszelką kontrolą i krytyką podstawowego założenia – przekonania, wokół którego rozwija się logika systemu religijnego. Nie ma jednak powodu, dla którego zewnętrzny obserwator obecności Kościoła w życiu publicznym miałby podzielać wewnętrzne, tożsamościowe przekonanie chrześcijan i jego specyficzną logikę. I tym bardziej nie ma powodu, by jego obserwacje uznawać za „świętokradcze”. Działania instytucji kościelnych w życiu publicznym nie różnią się niczym istotnym od działań innych systemów, struktur i instytucji silnie skoncentrowanych na obronie własnej tożsamości i pozycji – także wtedy, kiedy instytucje kościelne podają religijną motywację swoich działań. Analizowanie ich działania z pomocą dostępnych narzędzi socjologicznych i psychologicznych jest więc naturalne i właściwe.

No cóż, oczywiście artykuł nie trafi do tych, którzy uważają, że KK jest namiestnikiem Boga na ziemi ale w sumie nie o to mi chodzi.

Całość znajdziecie na polityka.pl

Jeśli chodzi o kasę to KK potrafi działać

Zwykle hierarchia kościelna wymierza księżom kary w ramach swoich struktur. Tu jednak miarka się przebrała - z nieoficjalnych informacji zdobytych przez reporterów RMF FM wynika, że prawdopodobnie chodzi o możliwość wyłudzenia kredytu przez księdza na niebagatelną kwotę prawie 3 mln zł na dokończenie budowy kościoła.
No tak, wszystko zależy jaką miarką się mierzy. Jasno widać jaką miarką mierzono w tej sprawie, a jaką próbuje się mierzyć w sprawie księży pedofilii. Smutne ale ukazuje chyba dość wyraźnie jak działa organizacja zwana powszechnie Kościołem Katolickim. Takich właśnie pracowników zatrudnia. Z powołania oni wszyscy nie z ulicy...

Całość do przeczytania tutaj.