Tolerancja według katolików

Radio Maryja ma swój serwis informacyjny, w którym znaleźć można taki oto artykulik.
Dotyczy on sprawy jednego wyborcy, który poprosił na czas swojego głosowania o zdjęcie krzyża ze ściany.

Ale mniejsza o większość. Najfajniejsza jest dla mnie definicja tolerancji jaką możemy znaleźć w tym, jakże pociesznym, artykule.
Otóż, wedle niejakiego Stanisława Kalemby z PSL

(...) ludzie niewłaściwie rozumieją zasadę tolerancji, która nie oznacza wcale usuwania znaków religijnych, ale ich tolerowanie.

Skoro tak, panie pośle, to poproszę o powieszenie gwiazdy Dawida,  krzyża prawosławnego (czy jak on tam się nazywa, ten z podpórką pod nogi :P ) w sejmie, innych instytucjach państwowych czy szkołach. Tolerujmy wszystkie znaki religijne!
Tu właśnie wychodzi głupota i bezmyślność katolików w definiowaniu reguł dla pewnych wyrażeń i zachowań społecznych. Jak sądzę pojęcie brzytwy Ockhama jest im obce. Co by mnie wcale nie zdziwiło...